Chociaż wszyscy znamy ją jako uśmiechniętą, pozytywną młodą mamę, nie boi się mówić o trudach, jakie niesie ze sobą ciąża i macierzyństwo.

Sylwia Bomba, Fotograf, Gwiazda programu “Googlebox. Przed telewizorem”, Mama 3-miesięcznej Antosi

Pani Sylwio, w grudniu po raz pierwszy została Pani mamą – na świecie pojawiła się mała Antosia. Jak wspomina Pani okres ciąży? Czy był on zgodny z Pani wyobrażeniami?

Od 3 miesięcy jestem szczęśliwa mamą małej Antosi. Okres ciąży wspominam zupełnie inaczej niż większość moich koleżanek. Znajome straszyły mnie mdłościami, zachciankami, opuchniętymi stopami i wieloma innymi atrakcjami w stanie błogosławionym. Ja ani razu nie miałam mdłości, zachcianki ominęły mnie szerokim łukiem, podobnie jak cała reszta. Okres ciąży wspominam wspaniale, tym bardziej, że mój partner rozpieszczał mnie do granic przyzwoitości. Był to dla mnie bardzo szczęśliwy okres w życiu, byłam też bardzo aktywna. Do końca 7 miesiąca pozwalałam sobie na godzinne pływanie na basenie lub godzinne spacery na bieżni. Dzięki temu udało mi się nie przytyć zbyt dużo – zaledwie 11,7 kg z czego 4 kg to była Antosia. Było to przemile zaskoczenie, ponieważ z moją tendencją do tycia obawiałam się, że ostateczny wynik może być 2 lub 3 krotnie większy. Podczas ciąży nie dopuszczałam do siebie żadnych złych myśli ani stresowych sytuacji, być może dzięki temu Antosia jest takim pogodnym dzieckiem 🙂 Jedynym dyskomfortem były dla mnie ostatnie 2-3 tygodnie, gdy Antosia była już duża a brzuch utrudniał poruszanie. Zawsze byłam bardzo aktywna, ale pod koniec ciąży miałam problem z założeniem butów, nie mówiąc o schylaniu.

Praktycznie przez całą ciążę, a także teraz, po porodzie pracuje Pani na planie „Gogglebox. Przed telewizorem”. Jak udaje się Pani łączyć obowiązki Mamy z nagraniami programu?

Od początku wiedziałam, że będę aktywna w ciąży i obiecałam sobie, że nie zmieni się to po urodzeniu córeczki. Akurat fantastyczne jest to, że produkcja programu jest wyrozumiała i wspaniałe nam się współpracuje, co bardzo ułatwia łączenie macierzyństwa z braniem udziału w programie. Antosia bardzo często jest ze mną podczas nagrywania programu 🙂

Oczywiście początki były niełatwe, bo dla tak niezależnej kobiety, podporządkowanie wszystkiego pod małego człowieka było zupełnie nowym doświadczeniem. Uważam, że dzięki temu, że mogę spełniać się przy tworzeniu programu, Antosia ma w domu szczęśliwą mamę, a jak wiadomo „szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko”. Czasem śmieje się, że będąc mama po 3 miesiącach zostałam specjalistą do spraw logistyki i planowania bez ukończenia specjalistycznych studiów na tym kierunku.

Czas połogu nadal pozostaje w naszym kraju tematem tabu, o którym niewiele się mówi. Czy może Pani podzielić się swoimi doświadczeniami z tego okresu?

Z całej mojej przygody z macierzyństwem najgorszy był połóg. Nie nieprzespane noce czy poród, który miałam łaskawy i szybki (3 h i 4 kg klocek pojawił się na świecie), ale właśnie połóg. Byłam przekonana, że po porodzie, z chwilą, gdy mały człowiek opuści mój brzuch, wszystko wróci do normy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Niestety, rzeczywistość okazała się inna. Po urodzeniu mój brzuch wyglądał jak w 7 miesiącu, spuchnięte nogi i twarz w lustrze, którą z trudem rozpoznawałam przez zatrzymanie się ogromnej ilości wody. Do tego obolałe ciało, nawet siedzenie sprawiało mi ból, nie mówiąc już o ogromnym poczuciu strachu, jak sobie poradzę z opieką nad małym człowiekiem. Dlaczego to wszystko było takie zaskakujące? Bo nikt mi o tym nie mówił. Mówi się o ciąży, o porodzie, potem o kolkach i ząbkowaniu, ale nikt nie wspomina o tym, jaki ciężki może być połóg. Ja jestem waleczną kobietą, więc wszelkie depresyjne myśli odsuwałam od siebie, ale rozumiem, że kobiety mogą mieć depresję poporodową, jeśli nie maja wsparcia. Połóg jest zaskakujący i trudny, zarówno fizycznie jak i psychicznie. Po powrocie ze szpitala zderzamy się z nową rzeczywistością będąc wyczerpane po ogromnym wysiłku, jakim jest poród. Do tego dochodzi obawa, że nasze ciało nie wróci już do stanu sprzed ciąży. Uważam, że należy o tym mówić i uświadamiać kobiety.

Na swoim profilu na Instagramie porusza Pani ważny temat – wszechobecnego hejtu. Co powiedziałaby Pani młodym mamom, które doświadczają krytyki ze strony innych kobiet?

Doradziłabym im tylko jedno: sięgnąć po konstruktywną wiedzę w postaci książek, publikacji, wiedzy swoich lekarzy czy fizjoterapeutów – jeżeli będą budować swoją pewność siebie jako mamy, taki hejt nie będzie mógł ich dotknąć. Nie należy się przejmować, wiem, że to bardzo banalne stwierdzenie, ale najprawdziwsze na świecie. Ja zawsze wszystkim życzę, by siebie doceniali, byli dla siebie mili i uśmiechali się do siebie. Świat jest jaki jest. Istnieje teoria 10/90. 10% to rzeczy, które nas spotykają a 90% to to, co my z tym zrobimy i jak na nie zareagujemy. Hejt będzie zawsze i tylko od nas zależy, w jakim stopniu będzie nas dotykał. Internet jako przestrzeń w większości anonimowa daje ogromne pole do łatwej krytyki, niestety rzadko konstruktywnej. Radziłabym założyć pancerz i uodpornić się.

Wiele mam zazdrości Pani figury po ciąży i porodzie. Zdradzi Pani swoje sekretne sposoby na dojście do formy po tym wymagającym okresie? 😉

Nie mam jakiegoś specjalnego przepisu na powrót do formy. Może poza zdeterminowaniem i konsekwencją. Dużo schudłam 2 lata przed ciążą, bo 30 kg, dzięki systematycznym ćwiczeniom i diecie, bardzo restrykcyjnych zasadach żywieniowych przy insulinooporności. Konsekwencja i uporczywe dążenie pozwoliły mi osiągnąć mój cel: rozmiar 38, gdyż nigdy nie byłam typem chuderlaczka i rozmiar 36 jest poza moim zasięgiem. W ciąży ćwiczyłam do 7 miesiąca: godzinie dziennie chodziłam na bieżni lub pływałam. Cała ciąże odżywiałam się zdrowo i nie ulegałam zachciankom. Dopiero pod koniec 9 miesiąca pozwoliłam sobie kilka razy na lody 🙂 Myślę, że wszystko co zrobiłam przed ciąża i w jej trakcie pozwoliło mi na tak szybki powrót do normy. Uważam jednak, że każda kobieta ma inne tempo dochodzenia do formy i każda powinna dać sobie czas. Tyle, ile potrzebuje. Ponoć powrót do formy sprzed ciąży zajmuje tyle, ile trwała ciąża. Kochane mamy dajmy sobie ten czas, jednak wystrzegajmy się lodów 😉 Ja nigdy nie miałam łatwo, jeśli chodzi o figurę. Mam ogromna tendencję do tycia i insulinooporność. W moim przypadku tylko ciężka praca i konsekwencja się sprawdzały i dawały efekty.  Nauczyłam się dzięki temu walczyć o siebie i o swoje szczęście.

Fotografie: Kiljan Photography by Alina Piotrowska

Podobne posty